piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział II

*Louis* 
-Kochanie co to było? 
Zapytała mnie moja dziewczyna.
-Wszystko w porządku El. Jakiś spoko facet na mnie wpadł, nie ważne. 
Przywarłem do niej ustami. Czekałem na jakieś uczucie w moim wnętrzu. Nie otrzymałem go. Eleanor pogłebiła nasz pocałunek. Złapała mnie za kark i jeszcze mocniej się do mnie przyssała. 
Cały czas w mojej głowie był ten chłopak.
El zaczęła prowadzić mnie w stronę ubikacji. Wiedziałem do czego dojdzie ale w sumie nudziłem się.

W tym samym czasie...
*Harry*
Zrobiło mi się nie dobrze. Jedyne czego chciałem to iść do łazienki i to z siebie wyrzucić. Moje nerwy nie wytrzymywały. Wszystko działo się tak nagle i szybko.
Biegiem ruszyłem po schodach. Dzięki Bogu pierwsze drzwi, na które trafiłem prowadziły do łazienki. 
Rzuciłem się do ubikacji. Zacząłem wymiotować. Było mi bardzo źle. Ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Usiadłem na zimnych kafelkach. Już miałem dzwonić po Zayna, kiedy drzwi od toalety się otworzyły. Do środka wpadł Louis z dziewczyną nieprzestającą go całować. 
Odczepili się od siebie gdy mnie zobaczyli. 
-Um, ja już wychodzę. 
Powiedziałem do nich unosząc się na nogach. Niestety byłem tak słaby, że upadłem na umywalkę ledwo ratując zęby. Już wtedy wiedziałem, że będę poważnie chory. 
Po chwili zrobiło mi się lżej, to Louis podniósł mnie ze zlewu.

*Louis*
-Hej, stary wszystko okey?
Podniosłem tego chłopaka, który wcześniej na mnie leżał co swoją drogą było naprawdę ciekawe. 
Wyglądał na zmarnowanego. Był blady i z tego co widziałem wymiotował.
-Eleanor, wyjdź.
Zwróciłem się do dziewczyny. Nie była mi teraz potrzebna. 
Pomogłem usiąść chłopakowi w lokach co było odziwo łatwe. 
Uklęknąłem przed nim i obiąłem jego twarz aby spojrzeć w jego oczy. 
-Jak masz na imię? I jak się czujesz? 
Jego powieki bardzo powoli opadały.
-Je-estem Harry... Słabo mi.
-Słuchaj Harry, powiedz mi gdzie mieszkasz. Odwiozę cię do domu. 
-Nie daleko... Będę cie kierował.
Powiedział naprawdę cicho. Złapałem go pod ramię i prowadziłem do samochodu. Najtrudniej było pokonać schody. Jego nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Miałem wrażenie, że nie dojdzie do samochodu. Złapałem go pod kolanami i na plecach. Niosłem go jak pannę młodą co wydało mi się komiczne. Pomogłem mu usiąść w samochodzie. Sam wsiadłem za kierownice.
Harry cicho prowadził mnie pod jego dom. Bałem się o niego. Mimo, że znaliśmy się kilka godzin czułem się odpowiedzialny za dostarczenie go bezpiecznie do domu.
Zaparkowałem na podjeździe.
-Harry już jesteśmy. Pomogę ci dotrzeć do łóżka.
On w odpowiedzi delikatnie skinął głową.
Wysiadłem z samochodu. Zabrałem Harrego z pojazdu i otworzyłem dla niego drzwi. Chłopak wskazał mi gdzie jest jego pokój. Pokonaliśmy schody i wprowadziłem go do pomieszczenia. W środku panował porządek. Łóżko było pościelone, na biurku nie było żadnych śmieci i niepotrzebnych rzeczy a podłoga lśniła.
Usadziłem Harrego na łóżku. Odzyskał na tyle sił aby zdjąć buty, zabrać piżamie i iść do łazienki.
*Harry* 
Przebrałem się w ciuchy do spania. Umyłem twarz, ręce i zęby. Uczesałem włosy i spojrzałem w lustro. Byłem blady, miałem podkrążone oczy i czułem alkohol w swoim ciele. 
Wyszedłem z łazienki i powoli otworzyłem drzwi od pokoju. Ku mojemu zaskoczeniu na moim łóżku siedział Louis. Odwrócił głowę w moją stronę. Rumieniec oblał moją twarz, ponieważ on skanował moje ciało a potem oblizał swoje wargi. Chwiejnym krokiem spowodowanym przez moje osłabienie a przede wszystkim alkohol ruszyłem w kierunku łóżka. 
Siadając niechcący dotknęłem go w kolano.
-Um. Przepraszam.
Wyszeptałem.
-Dziękuje ci. Gdyby nie ty leżał bym w tym kiblu i umierał a ty byłeś taki miły i opie...
Nie mogłem dokończyć zdania bo Louis przyparł do mnie ustami. Całował mnie, na początku nie odwzajemniałem tego przez zaskoczenie. Po chwili przechwyciłem jego rytm i naprawde się całowaliśmy. Delikatnie, subtelnie, magicznie i miałem wrażenie, że zbyt krótko.
Odsuneliśmy się od siebie. Louis uśmiechnął się do mnie uwodzicielsko. Przygryzłem swoją wargę. On skupił na niej swój wzrok, chyba to lubił. 
Zrobiło mi się znowu słabo. Lou to zauważył i od razu kazał mi położyć się. 
Cały czas czułem jego usta na moich wargach.

*Louis* 
Pocałowałem go. To było niesamowite. Czułem to czego brakowało mi podczas pocałunków z El. 
Harry przygryzł swoją wargę. Cholera, wyglądał tak pociągająco. Był taki niewinny. Zauważyłem, że się zachwiał. Brakowało mu snu i odpoczynku.
-Harry to było cudowne ale musisz iść spać.
Zarumienił się na moje słowa.
Wtulił się w pościel i wyglądał naprawdę uroczo.
-Louis mam do ciebie jeszcze jedną prośbę. Powiedział leżąc do mnie plecami.
-O co chodzi? 
-Czy... Um.. Zostaniesz? Ze mną. Dopóki nie zasnę.
Zastanowiłem się chwilę nad tym. Postanowiłem zostać ale tylko na trochę. Zdjąłem buty i wsunąłem się pod kołdrę. Od Harrego biło przyjemne ciepło. Zgasiłem lampkę i zasnąłem słuchając jego równego oddechu oraz wspominając nasz pocałunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz