wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział I

Usiadłem z Zaynem przy stoliku na stołówce. Na szczęście był piątek.  Ta buda to dno. Ludzie są fałszywi, laski się puszczają a chłopaki tylko siłka i obicie komuś mordy.
Lubiłem tylko Zayna. Znaliśmy się od zawsze, śmiało mogłem powiedzieć, że był moim przyjacielem.
-Hej Harry, co jemy? Z tego co widzę do wyboru jest gówno albo gówno.
Zayn uśmiechnął się do mnie w popisowy sposób.
-Nie śmieszne. Ups!
Mój przyjaciel skrzyżował ręce i udał obrażonego.
-Oh no, Zayn dobrze wiesz, że nie jesteś dobry w żartach.
Szturchnąłem go w żebra co sprawiło, że zachichotał.
-Okey, ale za to postawisz mi kawę.
Pokazał mi język a ja pokręciłem głową przerażony jego dziecinnym zachowaniem.
Zayn usiadł naprzeciwko mnie z poważną miną.
-Słuchaj stary, wiem że podoba ci się Louis.
Wytrzeszczyłem na niego oczy. Skąd on to wiedział?
-Skąd ty? Co? Jak?
-Harry... To widać ale przejdźmy do rzeczy. Dzisiaj jest u niego impreza i tam idziemy. Czujesz to?! Może dzisiaj zamoczysz!
-Możesz się przymknąć?!
Syknąłem na niego, chociaż musiałem przyznać, że Louis mi się podobał i to bardzo.
Od roku wodziłem za nim wzrokiem, znałem jego nawyki, jak psychopata śledziłem jego ruchy. W każdym calu był idealny. Lubiłem jego włosy, oczy, ciało, kolczyki, tatauże, dopasowane rurki i obcisłe podkoszulki.
-Dobra, skoro nalegasz. Przyjedź po mnie o dwudziestej.
Po szkole wróciłem do domu, zjadłem lekki obiad i ruszyłem do pokoju. Poszedłem pod prysznic. Osuszyłem się i zawiesiłem ręcznik wokół bioder. Stanąłem przed szafą.
Około 30 minut zastanawiałem się nad tym co założyć.
Postawiłem na czarne rurki i koszule w tym samym kolorze.
Sprawdziłem godzinę na telefonie. Zayn miał być za 10 minut. Umyłem zęby, poprawiłem fryzure i założyłem buty. Gdy wyszedłem na zewnątrz chłodny wiatr oplutł rozgrzaną skórę mojej twarzy. Mój przyjaciel wjechał na podjazd swoim czerwonym fordem mustangiem, którego osobiście uwielbiałem.
Wgramoliłem się na siedzenie pasażera a uśmiech nie opuszczał mojej twarzy.
-To co gotowy na utratę dziewictwa?
Zayn sugestywnie poruszył brwiami.
-Nie pozwalaj sobie!
Reszta naszej drogi minęła w komfortowej ciszy. Dojechaliśmy do domu Louisa. Był mały i skromny ale mimo to wyglądał schludnie.
-Harry! Ja spadam wyrywać najlepszy towar, powodzenia w moczeniu!
Nie zdążyłem odpowiedzieć Zaynowi, który już zaczął flirtować z nieletnią.
Wszedłem do domu. Głośna muzyka i mnóstwo ludzi wypełniało pomieszczenie.
Potrzebowałem czegoś na rozluźnienie.  Ruszyłem w stronę kuchni. Przejście zagradzała mi całująca się para. Ominąłem ich i sięgnąłem po czerwony kubek pełen alkoholu. Wraz z pierwszym łykiem moje zdenerwowanie odpłynęło. Opróżniłem cały pojemnik. Mój wzrok stał się płynny a nogi nie radziły sobie w utrzymaniu mnie.
Zrobiłem kilka kroków i potknęłem się o czyjeś nogi. Czułem jak upadam ale nie zetkąłem się z twardą podłogą. Leżałem na obiekcie moich westchnień. Moje dłonie były oparte o jego klatkę piersiową a kolano wylądowało między jego nogami. Ta poza wydała mi się bardzo intymna więc szybko wstałem z Louisa.
-Um, przepraszam za dużo alkoholu.
Rumieniec oblał moje policzki.
-Spoko, musimy to kiedyś powtórzyć.
Louis puścił mi oczko i oddalił się do ciemnowłosej dziewczyny.
Zamrugałem kilka razy nie wierząc w jego słowa.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz